środa, 20 grudnia 2017

Skondensowana czerń.

Końcówka, zdominowanego w moich uszach przez death metal roku, przynosi co raz ciekawsze black metalowe ciosy. Z jednej strony to dobrze, bo troszkę się już bałem o kondycję gatunku, z drugiej strony trochę mi te wskakujące rzutem na taśmę albumy rozwalają podsumowania roku a tego nie lubię, bo chciałbym już mieć spokój w tej kwestii. Prawda jednak jest taka, że dobrej muzyki nigdy za wiele, więc już nie narzekam. Francuzi z Aosoth wysmażyli bardzo dobry black metalowy stek, pełen skondensowanej czerni i za to możemy a wręcz powinniśmy być im wdzięczni.  




To uczucie skondensowania towarzyszy mi od pierwszych sekund „V: The Inside Scriptures”. A jakie to są sekundy! Gdy rozpoczyna się pierwszy numer człowiek ma ochotę stanąć na baczność przed czarnym władcą, bo tak podniosłe są to dźwięki. To coś jakby rzucić naraz do ataku wszystko co się ma, wiedząc, że przeciwnik tego nie przetrzyma i ponowne uderzenie nie będzie potrzebne. To jak muzyczna wojna totalna, bez pardonu, bez brania jeńców, potężny huraganowy atak. I wcale nie taki błyskawiczny, bo album zawiera sześć długich kompozycji i trwa czterdzieści sześć minut. Mam lekkie skojarzenia z ostatnim albumem Antaeus, ale poprzez koneksje personalne, nie trudno o takowe. Muzycznie te albumy się od siebie różnią, łączy je natomiast ta skomasowana energia rzucona w słuchacza za jednym razem. Oczywiście, tu też jest szybko, ale nie aż tak, tu też jest gęsto od gitar, są one jednak bardziej wyraziste a czasami wręcz bulgocą, jakby chciały wydostać się z wrzącego garnka. Melodie, ciekawe i zajmujące, nie są tu motywem przewodnim, ale nie można ich nie zauważyć. Riffy, nie zawsze oszczędne jak to w black metalu bywa, zaskakują nie raz i nie dwa swą strukturą. Spotkamy tu kilka majestatycznych i tajemniczych zwolnień, generalnie jednak Aosoth mknie naprzód bez zwracania uwagi na ograniczenia prędkości. Ale to co czyni tę płytę tak dobrą, to ta wszechobecna atmosfera gęstości, lepkości, wręcz fizycznego namacania tej gęstej czarnej mazi. Tu nie ma przestrzeni, bo jest tak ciasno jak w autobusie w godzinie szczytu, tu trudno o oddech a jeśli już uda się go złapać, to wciągamy trujące, czarne, brudne i śmierdzące powietrze. A i tak jesteśmy za nie wdzięczni. Francuzi jak chyba nikt potrafią uzyskać taką atmosferę na swoich albumach i choć kompletnie nie wiem czemu akurat oni, bardzo mi to odpowiada. To taki black metal nieoczywisty, nie wycięty od wzorca. Tu tak naprawdę jest cały kontener klimatu z kilku bardzo dobrych płyt death metalowych, tych osadzonych głębiej w piwnicy i ciemności. A ponieważ Aosoth tam siedzi od urodzenia, łatwo było mu w taką stylistykę się zanurzyć.

Ten zespół od dawna był w czołówce francuskiej sceny, tym albumem tylko to potwierdził. Cieszy fakt, że wydaje ich nasz rodzima Agonia Records.

Ocena: 9/10

Aosoth - „V: The Inside Scriptures”. Agonia Records, 2017 rok, numer katalogowy ARCD172.  






"V: The Inside Scriptures" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz