środa, 27 grudnia 2017

Coś się zaczyna, coś się kończy.

W styczniu 2017 roku miałem przyjemność pisać o debiutanckim materiale UR (tutaj do poczytania). Przyjemność, bo „Hail Death” to świetny debiut, który tylko rozbudził smak na kolejne dzieło Wielkopolan. Minął rok i dostaliśmy w prezencie pierwszy długogrający krążek tego nad wyraz ciekawego zespołu. Premiera miała miejsce dwudziestego drugiego grudnia i choć wielu już w tym okresie miało swoje roczne podsumowania zamknięte, ja jedno miejsce na swojej liście top trzymałem wolne, bo przecież w dziewięćdziesiątej minucie też można strzelić zwycięskiego gola (z drugiej strony mogłem wydłużyć listę). Właśnie dla „Black Vortex”. Wiedziałem co robię.  


poniedziałek, 25 grudnia 2017

W obecności rogatego.

Idźcie i głoście wesołą nowinę, bo czas na to odpowiedni! Radujcie się, bowiem powrócił Śląsk i Pagan Records. Oczywiście, ten przemysłowy region metalem stał zawsze, ale ostatnio jakoś było ciszej o nowych ciekawych zespołach pochodzących z krainy węgla, piwa i krupnioków. Pagan Records natomiast, to zawsze była uznana i silna marka, ale w ostatnich latach to inne wytwórnie miały lepszego nosa do wynajdywania ciekawych, świeżych kapel i wszystkie perełki przechodziły Tomkowi obok nosa. Aż wreszcie pojawił się Devilpriest i ich debiutancki materiał.

środa, 20 grudnia 2017

Skondensowana czerń.

Końcówka, zdominowanego w moich uszach przez death metal roku, przynosi co raz ciekawsze black metalowe ciosy. Z jednej strony to dobrze, bo troszkę się już bałem o kondycję gatunku, z drugiej strony trochę mi te wskakujące rzutem na taśmę albumy rozwalają podsumowania roku a tego nie lubię, bo chciałbym już mieć spokój w tej kwestii. Prawda jednak jest taka, że dobrej muzyki nigdy za wiele, więc już nie narzekam. Francuzi z Aosoth wysmażyli bardzo dobry black metalowy stek, pełen skondensowanej czerni i za to możemy a wręcz powinniśmy być im wdzięczni.  

poniedziałek, 18 grudnia 2017

W ciemnym lesie, nad jeziorem.

I znowu jestem w fińskim lesie. Niedawno tu byłem i wędrowałem samotnie. Te wędrówki odbywałem często, bo pewni fińscy muzycy zapraszali na nie często. Tym razem nie mam ochoty wędrować. Chcę po prostu siedzieć i słuchać. Pośród tych wysokich i cichych lasów, zapomnianych jezior o czarnych taflach, siedzieć i słuchać. Rozkoszować się brakiem obecności intruzów, w tym idyllicznym środowisku. Za towarzyszy mieć jedynie muzykę i naturę. I nawet jeśli postanowię się przespacerować, będzie to szlak znany, choć momentami zaskakujący. 

czwartek, 14 grudnia 2017

Sprawa osobista.

Spotkałem Artura raz w życiu. Był to bardzo zły (znaczy generalnie bardzo dobry, ale wiecie co mam na myśli) i piekielny koncert w warszawskiej Progresji i spędziliśmy go całego razem. Towarzyszył nam jeszcze drugi z członków Misanthropic Rage (pozdrowienia Wilku!), bo właśnie ten zespół był pretekstem naszego spotkania. Piliśmy piwo, słuchaliśmy Mayhem, Obituary i Watain a w przerwach rozmawialiśmy o muzyce, bo o czym innym mogliśmy rozmawiać? Pamiętam, że dyskusja zahaczała o bardzo szerokie kręgi muzyczne i nie ważne, jak głęboko kopałem, Artur reagował żywo. Znał bardzo wiele, lubił jeszcze więcej a inspirował się chyba dosłownie wszystkim. I gdy dziś trzymam w rękach jego najnowsze dzieło, wiem że wszystko co mówił było prawdą.  

wtorek, 12 grudnia 2017

Powiew zimna.

Grudzień, końcówka roku. Człowiek myśli sobie, że już wszystkie karty na krajowym (i nie tylko) podwórku rozdane, powoli przymierza się do podsumowań roku a tu nagle pojawia się taki Over The Voids... I cały plan spokojnie już ułożony idzie w niebyt. Wiadomo - nie chwal dnia przed zachodem słońca. Bo przecież noc przyniesie jeszcze lepsze rzeczy. I choć cały rok stał pod znakiem death metalu, to jego końcówka przynosi bardzo mocne ciosy black metalowe, szczególnie w wydaniu krajowym. Najpierw Blaze Of Perdition (o nich tutaj), teraz ten enigmatyczny projekt z Krakowa, za którym stoi jeden człowiek.

czwartek, 7 grudnia 2017

Bez względu na pochodzenie.

"Już widać ich w oddali. Błysk stali i tętent kopyt przełamuje chmury na horyzoncie. Pędzą w dzikim szale, Bogowie i Boginie, Zmarli i Bohaterowie. Wśród nich Thor, w swym rydwanie i Odyn, ze swymi krukami. Pędzą przewalając się przez nieboskłon. Szalona horda, Dziki Gon. Z radością porywają wszystkich żyjących, którzy przetną ich drogę. Towarzyszy im krocząca ciemność i huk, jakby olbrzymie głazy zderzały się pośród chmur. Wyruszyli na łowy, wyruszyli by w Świecie zachować równowagę. Biada tym, którzy ich spotkają, biada tym, którzy im się sprzeciwią. Bo nadszedł ich dzień śmierci.

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Bez serca.

Takie debiuty cieszą. Nawet w tak ponure dni, jak ten dzisiejszy, a może wręcz szczególnie w takie dni. Co prawda znam ten materiał od dawna, ale jakoś nie mogłem zabrać się do recenzji wcześniej. Może to i dobrze, bo kiedy usłyszałem go pierwszy raz, za oknem rządziło słońce a w duszy radość. Teraz aura jest zdecydowanie bardziej przychylna debiutowi Absque Cor i dobrze dopełnia jego czytelne przesłanie, które do najbardziej optymistycznych nie należy. Takie materiały należy wydawać jesienią i powinno być to uregulowane ustawowo.