środa, 8 listopada 2017

Samobójstwo perfekcyjne.

Różne są metody samounicestwienia. Można to zrobić w domowym zaciszu, popijając kawką dawkę arszeniku lub położyć się w wannie i wziąć ze sobą nóż kuchenny, bynajmniej nie do chleba. Można zrobić to z hukiem, odstawić przedstawienie w oknie mieszkania na dziesiątym piętrze, poczekać na służby ratunkowe i gapiów a potem przez chwilę poczuć się jak ptak. Można też robić to długofalowo, zatracając się w narkotykach, alkoholu i tym podobnych przyjemnościach określanych mianem używek. Ja na przykład jem sporo schabowych a to podobno też niezdrowe. Można też kupić płytę. I oczywiście na własne życzenie jej posłuchać. Samobójstwo perfekcyjne.





Pewnie myślicie, że mam na myśli na przykład jakiś album Martyniuka czy innego boga disco polo. No bo w końcu słuchając tego, to nic tylko się pociąć. Ale co to za przyjemność umierać przy takich dźwiękach? Jeśli chcecie zrobić to szybko i z hukiem, polecam nowy album Anima Damnata. No bo wyobraźmy sobie, że właśnie ta płyta zostaje uczłowieczona, idzie do roboty i musi wypełnić kwestionariusz osobowy. Wyglądałoby to tak: „Imię: Anima Damnata. Nazwisko: Nefarious Seed Grows to Bring Forth Supremacy of the Beast. Wiek: tydzień. Zawód wyuczony: death metalowy potwór. Zawód wykonywany: masowy morderca. Doświadczenie zawodowe: żniwo śmierci w toku”. Jestem pewien, że choć ten album ma dopiero tydzień, to na swoim koncie odhaczył już setki niczemu nie winnych, niczego się nie spodziewających metaluchów. Trochę szkoda, no ale w końcu sami tego chcieli. Trzeba było wydać tę kasę na fajeczki i browar, pożyliby stanowczo dłużej. Jasne, mogę sobie cwaniakować, ale przecież ja też mam tę płytę. I to od dość dawna, a nadal żyję. A może jednak nie? Może to mój duch naciska klawisze i tworzy te głupoty? Na zdrowy rozum, nikt o właśnie zdrowym rozumie, nie przeżyłby bliższego spotkania z tym albumem. „Nefarious...” to tak potężny cios, że chyba powinni ograniczyć jego dystrybucję na bliski wschód. Pasy szahida przestaną być modne, a terroryzm wejdzie na nowy poziom, bo przecież płytę CD można wnieść wszędzie. Ta płyta jest dla wariatów. Jeśli jesteś w stanie wysłuchać jej całej i, nie daj boziu, sprawia ci to przyjemność, to jest z tobą coś nie tak. Serio, natychmiast do lekarza. Ja jeszcze nie byłem, bo od dawna wiem, że coś mam nie tak pod czaszką więc fakt, że nowy album Anima Damnata bardzo mi się podoba, ani trochę mnie nie dziwi. Proszę państwa, jest to najbardziej bluźnierczy cios krajowego podwórka w tym roku. Albo dziesięcioleciu. To jeden wielki death metalowy huragan wypełniony smołą, siarką, bluźnierstwem i jadem. Nie wiem czy jest sens pisać więcej, boję się też za bardzo Was zachęcać, bo nie chcę mieć na sumieniu zbyt wielu młodych, obiecujących ludzi. Powiem tak – zmierzcie się z nim, weźcie go na klatę i jeśli Was nie rozczłonkuje po pierwszym przesłuchaniu, to nic już Was w metalu nie zniszczy. Powodzenia!

Warto było czekać tak długo. Bestia powróciła i szybko zmiotła wszystkich pretendentów do krajowego tronu bluźnierstwa.

Ocena: 10/10

Anima Damnata – "Nefarious Seed Grows to Bring Forth Supremacy of the Beast". Godz Ov War Productions/Malignant Voices, 2017 rok, numer katalogowy GOWP DCLXVI/MVP26.






"Nefarious Seed..." na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz