piątek, 3 listopada 2017

A imię jego czterdzieści i cztery.

Z pompowaniem balona jest tak, że jak za mocno napompujesz, może pęknąć. Może jednak okazać się na tyle mocny, że wytrzyma presję i ciśnienie. Od momentu w którym poznałem Spectral Voice (tu o tym ważnym wydarzeniu), czekałem na pełny album, bo choć to doświadczony zespół, długograja się jeszcze nie dorobił. Kiedy gruchnęła wiadomość, że jesienią się wreszcie ukaże, zacząłem pompować mój balon oczekiwań. W pewnym momencie byłem już od tego dmuchania czerwony i brakowało mi tchu, na szczęście wtedy wlaśnie w moich rękach wylądowała płyta „Eroded Corridors of Unbeing”. Balon nie pękł. Wytrzymał.  




Ze Spectral Voice problem jest taki, że jedyny materiał jaki wcześniej wydali na CD to EP „Necrotic Doom”. Pozostałe rzeczy wychodziły na winylach bądź kasetach (wkurzające, ale ostatnio modne) ale nie na srebrnym krążku, dla mnie więc były poza zasięgiem, gdyż choćbym nie wiem jak się starał, czarnej płyty ani plastikowego pudełeczka do sprzętu grającego nie wepchnę. Ale co tam, wystarczyła wspomniana „Necrotic Doom” bym z wypiekami na twarzy oczekiwał długograja. Poza tym, Spectral Voice to praktycznie Blood Incantation, więc należy oczekiwać poziomu wysokiego. Na szczęście koneksje pomiędzy zespołami pozostały czysto ludzkie i muzycznie „Eroded Corridors of Unbeing” to nadal Spectral Voice ze swoja własną stylistyką. Można się było obawiać, że po sporym przecież sukcesie Blood Incantation, panowie postawią na ten sam klimat również w przypadku swego drugiego zespołu. Na szczęście nie zrobili tego i dzięki temu otrzymujemy materiał będący kontynuacją drogi obranej na „Necrotic Doom”. Bałem się tej płyty bardzo a w zasadzie tego, że balon pęknie, dlatego zabierałem się do niej jak pies do jeża. Trochę poleżała na półce z nowościami aż wreszcie podjąłem męską decyzję – odpalam. I nie będę ściemniał, że powaliła mnie od pierwszych sekund i pierwszego odsłuchu. Nie. Potrzebowałem trochę czasu by w niej dosłownie zatonąć, by dać się zmielić, zwalcować, wrzucić w otchłań mroku i dać przysypać gruzem. Mam już wszystkie kości pogruchotane, mózg zmielony a duszę potarganą i nadającą się tylko na śmietnik. Pomimo tego, ciągle wracam, gdzieś znajduję siły by wcisnąć „play” i dać się zmaltretować raz jeszcze. Spectral Voice znowu wrzuca nas w otchłań mroku i grozy, jeszcze mocniej budując ten niesamowity klimat anihilacji i potępienia niż to miało miejsce w przypadku „Necrotic Doom”. Album pełen jest niesamowitego ciężaru, ogromnej grozy i aż bije od niego ciemnością i tajemniczym złem. To co panom z Denver udało się osiągnąć w kwestii klimatu to absolutny ekstraklasowy cios. Muzycznie to album mocno zróżnicowany, z momentami dostojnego walca, opętańczych szybkości czy średnich, tanecznych rytmów. Przede wszystkim jednak, to dzieło monumentalne, podniosłe i inteligentne. I to jest największe podobieństwo do wspaniałego „Starspawn” Blood Incantation. No ale gdzieś te powiązania ludzkie musiały wyjść, więc nie mam o to pretensji. Panowie po prostu lubią taki a nie inny styl. I chwała im za to, bo to po prostu jest wspaniałe.

Pięć utworów. Czterdzieści cztery minuty i czterdzieści cztery sekundy. Jeden z najlepszych albumów tego roku. Spectral Voice. Eroded Corridors of Unbeing.

Ocena: 10/10

Spectral Voice - „Eroded Corridors of Unbeing”. Dark Descent Records, 2017 rok, numer katalogowy DD192CD.






"Eroded Corridors of Unbeing" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz