poniedziałek, 25 września 2017

W objęciach próżności.

Po „The Grim Muse” napisałem, że In Twilight’s Embrace osiągnęli szczyt w swojej stylistyce i trudno im będzie to przebić bez ukłonów w stronę innych gatunków. Nie sądzę by akurat te słowa Cyprian i spółka wzięli sobie do serca, nie zmienia to faktu, że tak właśnie zrobili. „Vanitas” to poza silnym fundamentem dotychczasowego stylu uśmiech w stronę black metalu i punka. To album zdecydowanie lepszy od poprzednika, przede wszystkim jednak inny. Słucham go od miesiąca i jestem pełen podziwu oraz uznania. To kolejny etap w historii In Twilight’s Embrace, pokazujący dobitnie jak ten zespół potrafi się rozwijać, jak wielką inwencją i talentem dysponują sami muzycy. Świetna robota, dla mnie będzie to czołówka podsumowania tego roku na krajowej scenie. Może nie tylko na krajowej?



Lustereczko, powiedz przecie...

Zdążyłem już przeczytać kilka recenzji najnowszego dzieła Poznaniaków i w kilku przypadkach nieco się zdziwiłem. Pojawiały się bowiem opinie, że „Vanitas” to black metal i w zasadzie nie ma tu już nic z poprzedniego stylu zespołu. Dziwiłem się tym bardziej, iż pisali to ludzie obyci z muzyką, nieprzypadkowi i doświadczeni. Faktycznie, jak już wspomniałem, In Twilight’s Embrace uśmiecha się w stronę black metalu, może nawet z nim flirtuje i to dość ogniście, ale nic ponadto. Podejrzewam, że formułowaniu takich a nie innych opinii sprzyja otwierający płytę „The Hell Of Mediocrity”, w którym faktycznie skojarzenia z Mgłą na przykład, nasuwają się samowolnie. Wrażenie to może jeszcze pogłębić i utrwalić drugi numer „Fan The Flame”, bazujący na podobnej motoryce i oferujący melodykę i riffy kojarzące się ze sceną black. Im dalej jednak w las, tym gęściej (jak mawia pan Hajto), co w przypadku „Vanitas” oznacza, że nic nie pozostaje takim samym przez dłuższy czas. Trzeci numer ma w sobie dużo z punka ale też (poza otwierającym riffem) przypomina nam w czym zespół czuje się (a w każdym razie czuł się) najlepiej. Wracamy powoli do korzeni. Powoli, bo w miarę jak ten las staje się gęstszy, gęstsza też staje się muzyka zespołu. Bywa też dużo wolniej, jednak nie przestaje być bardzo melodyjnie. W ogóle odnoszę wrażenie, że to najbardziej melodyjny materiał In Twilight’s Embrace. „Vanitas” mógłby być płytą z cyklu „The Best Of...” z dwoma hitami na początku i bardzo mocną resztą, potwierdzającą dobrą formę zespołu na przestrzeni lat. Oczywiście takową nie jest, choć szczerze mówiąc w jakimś sensie owszem – to „the best of...” tego, co w tej chwili Wielkopolanie mogą nam zaoferować. Po raz kolejny zaskoczyli, po raz kolejny poszli krok do przodu. Może nawet nie krok, a kilka mil. To już nie jest tylko i wyłącznie „melodyjny death metal a la Szwecja”, to coś co trudno w zasadzie zdefiniować. „Vanitas” bazuje na… metalu. I tyle mogę powiedzieć. I tyle chcę powiedzieć. Nazwanie muzyki wykonywanej przez In Twilight’s Embrace zostawię panom od szufladek, mnie tam ona nie potrzebna. Nie jest to jednak black metal sensu stricto. Co jeszcze zwraca uwagę? Wokale Cypriana. Wreszcie są naprawdę dojrzałe i trafiają do serca. Nie twierdzę, że na poprzednich albumach było coś nie tak, bo nie było. Nie był to jednak ten sam poziom ekspresji. Tutaj słychać, że Cyprian śpiewa na luzie, bo zna swoje umiejętności i siłę głosu. Ufa mu. Pokusił się także o fragmenty bez growlu, co dodaje smaczku samej płycie. Tak jak użycie polskich tekstów. Ostatnio modne jest takie mieszanie angielskiego z polskim, nie widzę w tym jednak nic złego. Podnosi to głębię materiału, pozwala niektóre rzeczy wyrazić dobitniej i tworzy ciekawe kontrasty. I na koniec, coś co dopełnia finalny produkt, coś na co ja zawsze zwracam uwagę – po raz kolejny świetna wydawnicza robota Arachnophobia Records. Klepacze nie zawodzą, brawo Krzysiu. Wszyscy razem stworzyliście coś, co bez wątpienia będzie jednym z najlepszych albumów tego roku.

Po „The Grim Muse” pisałem: „...klona „The Grim Muse” słuchać bym nie chciał. Podejrzewam, że sami muzycy też nie i w tym upatruję nadziei, że czwarty album będzie kolejnym potężnym skokiem i zaskoczeniem. Trzymam kciuki!”. Najwidoczniej trzymałem wystarczająco mocno. Wszystko, czego chciałem, się spełniło. Dziękuję panowie. Wielki album. Porywający. Błyskotliwy. Łączący w sobie cechy materiału hitowego (w pozytywnym znaczeniu jeśli chodzi o metal) z czymś głęboko refleksyjnym. Strach pomyśleć co będzie na piątej płycie! Ale po co sobie teraz zawracać nią głowę. Rozkoszujmy się „Vanitas”. W końcu każdy z nas lubi być czasami choć odrobinę próżny.

Ocena: 10/10

In Twilight’s Embrace - „Vanitas”. Arachnophobia Records, 2017 rok, numer katalogowy ARA034.







"Vanitas" na Discogs:
https://www.discogs.com/In-Twilights-Embrace-Vanitas/release/10972261

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz