czwartek, 28 września 2017

Rozwój to bardzo dobra rzecz.

W lipcu zeszłego roku zachwycałem się (tutaj te zachwyty) debiutanckim materiałem bydgoskiego Dagorath. Były to cztery utwory (plus cover Gorgoroth) czystego black metalu, w oka mgnieniu kojarzące się z norweską sceną pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych. Od tamtej pory niecierpliwie czekałem na kolejny materiał Bydgoszczan. Jest wrzesień 2017 roku i czekanie zostało zakończone. Dagorath właśnie wypuścił pełnowymiarowy debiut zatytułowany „Glare Of The Morning Star”. Warto było czekać, bo to jeden z lepszych tegorocznych black metalowych ciosów na krajowym podwórku.

poniedziałek, 25 września 2017

W objęciach próżności.

Po „The Grim Muse” napisałem, że In Twilight’s Embrace osiągnęli szczyt w swojej stylistyce i trudno im będzie to przebić bez ukłonów w stronę innych gatunków. Nie sądzę by akurat te słowa Cyprian i spółka wzięli sobie do serca, nie zmienia to faktu, że tak właśnie zrobili. „Vanitas” to poza silnym fundamentem dotychczasowego stylu uśmiech w stronę black metalu i punka. To album zdecydowanie lepszy od poprzednika, przede wszystkim jednak inny. Słucham go od miesiąca i jestem pełen podziwu oraz uznania. To kolejny etap w historii In Twilight’s Embrace, pokazujący dobitnie jak ten zespół potrafi się rozwijać, jak wielką inwencją i talentem dysponują sami muzycy. Świetna robota, dla mnie będzie to czołówka podsumowania tego roku na krajowej scenie. Może nie tylko na krajowej?

czwartek, 21 września 2017

Refleksyjny trans śmierci.

„Wszystko przemija. Przeminę i ja, bo przecież tego chcę. Dryfuję zanurzony w spokoju ciała i ducha, nic mnie nie wzburzy. Mijam obrazy z własnej przeszłości, świdrują mój mózg, przeszywają mnie, rzucają się do oczu, chcą dopaść, ale nie mnie nie dotkną. Nawet nie musną, bo pozbawiony jakiegokolwiek strachu jestem już ponad nie. Spokojnie płynę ku innym bytom. Jak w transie, lecę, choć przecież nie potrafię. Unoszę się nad swym dotychczasowym życiem, nad marnością, nad przeszłością. To już za mną. Teraz czekają na mnie inne światy...”

poniedziałek, 18 września 2017

Cytadela Poenari.

Kiedy słyszę nazwę „Słowacja”, pierwsze co przychodzi mi na myśl to Złoty Bażant, ichniejsze chyba najbardziej znane piwo. Po chwili mam jeszcze w myślach obraz Słowackich Tatr i Martina Skrtela (co fajne nie jest, bo straszny z niego brzydal), byłego już obrońcę Liverpoolu. Mogą się jeszcze pojawić jakieś obrazy Bratysławy, widziane gdzieś w sieci, bo osobiście nie byłem. Ostatnią rzeczą, która przyszłaby mi do głowy, byłby black metal. Od pewnego, niedługiego czasu, wiem, że powinno być zupełnie inaczej. Pierwszym zespołem, który odkryłem był Krolok i to właśnie o jego najnowszym albumie jest ten tekst.  

czwartek, 14 września 2017

Elektroniczne wilki.

Do niedawna nie przypuszczałem, że moja kolekcja albumów Ulver kiedykolwiek się powiększy. Oczywiście, brałem pod uwagę zdobycie legendarnego już dema Vargnatt, ale w kwestii długogrających krążków zmian nie przewidywałem. Mam pierwsze trzy, wspaniałe albumy, i wystarczy. A jednak, stało się. Jakiś czas temu dołączył do nich ostatni album Norwegów i choć jest to kompletnie inna bajka stylistyczna, z miejsca stał się moim czwartym ulubionym albumem Ulver.  

poniedziałek, 11 września 2017

Grobowy seans.

To był piątkowy poranek. Pamiętam, bo piątkowe poranki się pamięta (wieczory nie zawsze). Poranek deszczowy i pochmurny, choć kalendarz wskazywał pierwszy dzień września. Dzień wcześniej dotarła do mnie przesyłka z Gravplass Propaganda, zawierająca jedną płytę. Debiutancki materiał wyspiarskiego Opium Seance. Tylko piętnaście minut muzyki, ale za oknem zrobiło się jeszcze ciemniej. Po chwili ta ciemność wypełniała pomieszczenie, w którym przebywałem. Ciemność dźwięku, głębia mroku i ciężar dosłownie lały się z głośników. 

czwartek, 7 września 2017

Manchester jeszcze postoi.

Mam problem z Manchesterem. Duży problem. Właściwie, to ogromny. Mówiąc w skrócie nie znoszę Manchesteru i wszystkiego co się z nim wiąże. A jeśli weźmiemy pod uwagę futbol, to sprawy naprawdę idą na noże. United to dla mnie jeden z dwóch najbardziej znienawidzonych klubów, City plasuje się niewiele wyżej. Generalnie to miasto mogłoby nie istnieć, kompletnie bym się tym nie przejął. Z jednym zastrzeżeniem – zanim zrzuciłbym na ten zaścianek atomówkę, poprosiłbym muzyków Wode o jak najszybszą ewakuację. Należy im się, bo właśnie wydali świetny black metalowy album i mam nadzieję, że nagrają takich więcej. 

wtorek, 5 września 2017

Odskocznia.

Raz na jakiś czas dobrze jest wyjść z zatęchłej piwnicy czy dusznego garażu. Opuścić rejony związane z przesypywaniem ziemniaków na perkusji i opętanym krzykiem umęczonego życiem wokalisty, którego najprawdopodobniej bardzo boli ząb. Opuścić, by odetchnąć trochę innym powietrzem, tak dla równowagi. Wyjść z tej piwnicy w piękną, księżycową noc. Tak, w noc, bo przecież jest od dnia piękniejsza. No i nie można się narażać na zbyt duży szok , więc lepiej zacząć w środowisku dobrze sobie znanym, tylko lekko zmodyfikowanym. Idealnie do tego nadaje się nowy album Light Of The Morning Star zatytułowany „Nocta”.

niedziela, 3 września 2017

Łyso mi.

Po pierwsze dlatego, że po raz kolejny przekonałem się, jak wiele zespołów wciąż czeka na to, bym je odkrył. Po raz kolejny przekonałem się, że moja wiedza o metalu jest mała, choć tyle już lat w nim siedzę. Po drugie dlatego, że znowu zaskoczyła mnie Szwecja, tym razem w sposób bardziej szwedzki, a ja myślałem, że już niewiele w tym kierunku można zrobić. Nie mam na myśli samego zaskoczenia, a zaskoczenie klasyczną Szwecją. Myliłem się, można. Najlepszym dowodem na to jest najnowszy album Mordbrand - „Wilt”.