czwartek, 31 sierpnia 2017

Gruz.

Pewnego dnia, w godzinach popołudniowych, wybraliśmy się z lubą mą na zakupy. Pogoda była ładna, na liście kilka sklepów do odwiedzenia, humory dopisywały. Ponieważ po drodze do jednego z nich mijaliśmy duży blaszak z dwoma literami „M” w nazwie, postanowiłem skorzystać z okazji i wejść do środka. A nóż rzucili coś nowego? W dobie kupowania płyt w internecie, sentymentalne poprzeglądanie półek z krążkami to zawsze fajna rzecz. Wchodzę i od razu widzę – nowiutka wywrotka pełna gruzu! Podchodzę, oglądam z bliska, patrzę na cenę i błyskawicznie podejmuję decyzję. Jeszcze tylko formalności przy kasie i na parking.  

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Zderzenie gatunków pośród fiordów.

Słuchając tego albumu, mam wrażenie, że czerpanie z przeszłości muzycznej swego kraju i regionu jest dla Norwegów tak naturalne, jak oddychanie. Słuchając tego albumu, po raz kolejny uświadamiam sobie jak wielkie tradycje drzemią pośród fiordów a co ważniejsze – przetrwały i są w sposób wspaniały używane jako budulec dla całkiem przecież nowoczesnych albumów. Bo Skuggsja, to obok twórczości Wardruny (pisałem o niej tu), Enslaved, Isengard, Storm czy kilku innych, album nowoczesny. Jego korzenie są jednak głęboko zakopane pod wzgórzami północy, pod morskimi falami i wśród krętych fiordów.  

czwartek, 24 sierpnia 2017

Przez księżycowe wrota.

„Prowadź mnie, mroczna matko. Prowadź i bądź mi towarzyszem podróży. Poprzez otchłanie kosmosu, poprzez księżycowe wrota i gwiezdne szlaki. Prowadź mnie matko, cierpliwie, a do końca tej podróży będę posłuszny. Idźmy razem, zjednoczeni w ciemności, dumni jej majestatem. Naszym światłem będzie twa mądrość, naszym pokarmem twe słowa. Prowadź mnie, ku nieskończoności myśli i czeluściom rozumu, spowitym ciemnością. Idźmy razem, zjednoczeni. Bez strachu, z pewnością, kroczmy dumnie lecz z pokorą. Bo Ona nas obserwuje i to Ona pozwala nam iść. Ona jest naszym domem i ostatecznym schronieniem. Ona – Jej Wysokość Ciemność.”

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Black metal dla biskupa.

Gdy w moje ręce wpadła płyta włoskiego Totalitarian - „De Arte Tragoediae Divinae” i zobaczyłem na rewersie obwoluty (wydanie slipcase) zdjęcie biskupa, doznałem lekkiego szoku. Czyżbym zakupił jakiś komiczny „christian metal”? Co ja narobiłem? Spoconymi i lekko drżącymi rękami odpakowałem folię i zanurkowałem w książeczkę a tam jeszcze większe zdjęcie tego biskupa oraz informacja, iż płyta jest jemu dedykowana! Oblał mnie zimny pot, ręce już nie drżały a latały jak balony na wietrze, w gardle mi zaschło. Pomyślałem – koniec Świata. Przecież to podobno black metal. Jak można dedykować black metalowy album jakiemuś biskupowi?! Okazuje się, że można, szczególnie gdy zespół nazywa się Totalitarian i pochodzi z Włoch.  

czwartek, 17 sierpnia 2017

Prastare, prymitywne zło.

Prastare, pierwotne, prymitywne zło. Zagnieżdżone głęboko pośród gęstych lasów, zaszyte w mroku, schowane wśród setek lat samotności. Na odludziu, gdzie nic nie dociera. W zapomnianej przez Boga i Świat krainie, z podupadającymi chatami, starą cerkwią trzeszczącą na wietrze. Prastare zło, zagnieżdżone w ścianach i w sercach. W duszach tych, o których wszyscy zapomnieli. W ich ruchach, spojrzeniach i słowach. W życiu codziennym i w snach. Ono jest tam wszędzie, bo wszystko co dobre już dawno stamtąd uciekło do lepszego życia. A tu, od setek lat nie zmienia się nic. Nikt już nie pamięta nazwy tej krainy, nikt nie wie jaka kiedyś farba pokrywała ściany cerkwi ani jak daleko do najbliższej miejscowości. Ale to nie jakieś tajemnicze siły są tym złem, to nie szatan czy diabeł. To ci, którzy tam mieszkają, to człowiek i jego spaczony umysł. Jego czyn i wola. To on przyniósł to zło ze sobą, porąbał, podpalił i osiadł. Zagnieździł się, jak stado robaków, i pasożytuje. Z siekierą w ręku i krwistym wzrokiem. Wyczekując kolejnych ofiar.

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Muzyka lepsza od kebaba.

Sporo ludzi jeździ na wakacje do Turcji. Ja nie byłem i się nie wybieram, bo po prostu nie odczuwam takiej potrzeby. Jeszcze więcej ludzi zajada się kebabem, od którego stronię z przyczyn kilku. Wkurza mnie uczestnictwo tureckich klubów w europejskich pucharach, bo powiedzmy sobie szczerze – z Europą ten kraj wiele wspólnego nie ma, poza tym, że maleńki jego kawałek jest w jej granicach. Tym bardziej irytuję się, gdy słyszę, że oni chcą do Unii Europejskiej a przecież wszyscy wiemy, że to w dużej mierze naród o dzikich dla nas obyczajach, nie przestrzegający europejskich norm w wielu aspektach. I gdy tak sobie siedzę i słucham nowego krążka Persecutory, mam wrażenie, że wszystko tureckie, co mi potrzebne jest właśnie na nim. Włączając w to zdziczenie i brak jakichkolwiek norm.

czwartek, 10 sierpnia 2017

Piwniczny death metal.

Ofensywa amerykańskiego death metalu trwa w najlepsze (oczywiście wszyscy wiemy, że oni zawsze byli w tym temacie dobrzy). I nawet nie mam tu na myśli klasycznych wymiataczy typu Immolation, którzy oczywiście wydali wspaniały album w tym roku, a bardziej ten brudny, zatęchły, gęsty atmosferą i mrokiem death metal spod znaku Funebrarum czy Blood Incantation. Właśnie zachwycam się kolejnym takim albumem, który jednak nie pochodzi od nowicjuszy, co oznacza, że coś w przeszłości przegapiłem. Panowie swój zespół nazwali Triumvir Foul i fundują nam jeden z lepszych albumów tego roku.  


poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Norweska elegancja.

Norweski black metal upadł dawno temu. Znajdą się tacy, którzy powiedzą, że słowo „upadł” to za wiele, że jest za mocne. Niestety, patrząc na jego siłę w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych a następnie na szybkość z jaką zjechał w niebyt jakościowy, słowa o upadku są jak najbardziej na miejscu. Pisałem już zresztą o tym przy okazji płyty Gjendod (tutaj), nie będę się więc powtarzał. Na szczęście, tak jak w przypadku Gjendod właśnie, bohaterowie dzisiejszego tekstu także niosą światło nadziei na powrót Norwegii. Powrót do czasów, gdy każda płyta opuszczająca fiordy, wywoływała falę entuzjazmu i niezdrowe palpitacje serca. Swoją drogą, jak popatrzymy na potęgę potencjału jaki drzemał w norweskiej scenie, to aż niewiarygodnym wydaje się, że tak szybko zgasła. Z drugiej strony najsilniejsze burze są najkrótsze. No, ale dość tych wspominek i akademickich przemyśleń. Wracamy do rzeczywistości a ta w swej łaskawości przynosi nam Whoredom Rife. Do niedawna nawet o nich nie słyszałem, teraz wiem, że to duet z Trondheim. Wydali EPkę w 2016 roku a w tym debiutują długograjem. I jest to debiut bardzo udany.

czwartek, 3 sierpnia 2017

Z przeszłości w przyszłość.

To jedna z tych płyt, która jak ulał pasuje do nazwy bloga. Jak się nad tym głębiej zastanowić, to nie jest to nawet kwestia samej płyty, ale całego zespołu. Ta płyta to spięcie pewnej historii, połączenie przeszłości z przyszłością. Fakt, symboliczne, ale także jakościowe. Kanadyjski Infernal Majesty powrócił z niebytu muzycznego i najnowszym albumem pokazuje, że jest przed nimi jeszcze przyszłość muzyczna na wysokim poziomie. Że drzemiący przez lata potencjał nie zmarniał i panowie z Toronto wciąż mają coś do powiedzenia.