czwartek, 9 marca 2017

Walec.

Wracam sobie wesoło z pracy, patrzę w skrzynce awizo. No to spacerek na pocztę, chwila stania w kolejce i ląduję przy okienku. Pani patrzy w komputer i oznajmia, że to niestandardowa paczka i muszę ją odebrać przy tylnych drzwiach poczty. Ok, co robić. Idziemy wspólnie i po chwili widzę na parkingu za pocztą ogromny pakunek. Pani wręcza mi papierek do podpisu oraz nożyk i życzy powodzenia. Na odchodnym mówi jeszcze, że paczka ze Stanów. Paczka, dobre sobie. No nic, odpakowuję dobre piętnaście minut i wraz z odsłanianiem zawartości moje zdziwienie rośnie. Wreszcie, gdy wszystkie warstwy papieru opadają, moim oczom ukazuje się czarny jak smoła walec. Nowiutki, fotel jeszcze owinięty folią. Zrywam ją i wsiadam, bo cóż innego pozostało, przynajmniej podjadę pod dom. Bak pełen, więc ruszam. Od pierwszych sekund jazdy czuję, że znam tę maszynę, tak, jakbym już nią jechał. Kurde, ale kiedy? Może coś mi się miesza? Nie, tu każda wajcha, każdy przycisk i wskaźnik są znajome. Ale zarazem jakby była to lepsza, nowsza wersja. Jadę. Próbuję dodać gazu ale niestety, maszyna zawrotnej prędkości nie rozwinie. Za to jak majestatycznie się toczy! Z jaką mocą i łoskotem! Dumnie, bez zawahań prze naprzód niszcząc wszystko po drodze. Czy to był samochód sąsiada? Szlag, chyba tak. Trudno, kupi nowy. Jadę dalej i cholernie mi się ta dostojna, powolna jazda podoba. Czuję się jak władca Świata, nic mnie nie zatrzyma. Niszczę wszystko na swej drodze, miażdżę każdy napotkany obiekt. Co za radość, co za uczucie – jakby stare dobre czasy wróciły. Znowu ten cholerny amerykański walec jest potężny jak kiedyś, choć nadal nie mogę sobie przypomnieć, kiedy w nim ostatni raz siedziałem. Jeżdżę już tak prawie pięćdziesiąt minut, zaczynam rozglądać się za miejscem do zaparkowania. Kiedyś trzeba wrócić do domu. Albo nie, kichać to, jeszcze pojeżdżę!


Producenci walca

Dawno już żadna klasyczna death metalowa płyta nie sprawiła mi takiej radości jak najnowsze dzieło Immolation. Jej tytuł to „Atonement”, czyli pokuta, ale nie ma tu ani chwili skruchy i żalu za grzechy. Jest tylko uśmiech na twarzy, że tak można nadal grać. W ostatnich latach death metal poszedł w dość nowe dla niego regiony, głównie jeśli chodzi o klimat płyt, o ich gęstość (Blood Incantation, Ulcerate czy Teitanblood). Immolation tego nie zauważa i w najlepsze gra to, co potrafi bardzo dobrze a w tej chwili może i najlepiej ze wszystkich – klasyczny amerykański death metal, choć przecież są z Nowego Jorku, nie z Florydy. Ten album to dwanaście utworów (ostatni to bonusowy numer) i prawie pięćdziesiąt minut czystego, miażdżącego kości i duszę death metalu, podanego w niesamowicie głębokim, niskim sosie brzmieniowym. Tutaj nawet wokal jest potężniejszy niż gitary na niektórych płytach. No i te wszystkie zwolnienia, złamania tempa i gitarowe melodie! Ta perkusja, która jest jak pociąg towarowy załadowany po same brzegi! Coś niesamowitego. W tej chwili, to płyta roku. Wiem, jeszcze dużo czasu do końca 2017 ale nawet jeśli pojawią się kolejne wspaniałe albumy, to nie sądzę by „Atonement” wypadł poza podium. Koniec pisania, wskakuję do walca!

Ocena: 10/10


Immolation - "Atonement". Nuclear Blast, 2017 rok, numer katalogowy 27361 35110.






"Atonement" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz