niedziela, 3 czerwca 2018

Quorthon.


3 czerwca 2004 roku, w swoim sztokholmskim mieszkaniu, zmarł Tomas Forsberg. Niektóre źródła podają, że znaleziono go siódmego dnia tego samego miesiąca, inne, że już trzeciego. Nawet sama data jego śmierci nie jest pewna w 100%. Ale taki właśnie był Quorthon, bo pod tym pseudonimem zna go cały metalowy świat. Niewiele było o nim wiadomo, w zasadzie więcej w tym wszystkim domysłów i plotek niż faktów. Tych ostatnich jest na pewno piętnaście. Czternaście w postaci płyt, które po sobie zostawił. Piętnasty jest prosty – Tomas Borje Forsberg to prawdziwa legenda.

wtorek, 29 maja 2018

Powrót legendy.


1993 rok. Norwegia eksploduje. Dosłownie i w przenośni. Muzycznie i poza sceną. Giną ludzie, płoną kościoły, ukazują się epokowe albumy. To był rok, który składał się na złotą erę norweskiego black metalu i black metalu w ogóle. Jedni szli do więzień, drudzy nagrywali dema, płyty, wszystko było w ciągłym ruchu, scena żyła. I gdy fiordy wypełnione były pentagramami, odwróconymi krzyżami i wymalowanymi twarzami, pojawił się Enslaved. Inny, choć wciąż wojowniczy, wciąż będący anty, ale nie krzyczący o szatanie. A w 1993 roku Enslaved wypuścił jeden z ważniejszych norweskich materiałów tamtego czasu – EP „Hordanes Land”. Właśnie wyszło bardzo udane wznowienie tego legendarnego wydawnictwa.

piątek, 25 maja 2018

Zmęczenie materiału.


Starość nie radość, powiadają. Młodość, nie wieczność. Nie do końca mogę to potwierdzić, bo jestem jeszcze młody (tak mi się przynajmniej wydaje), ale faktycznie coś w tym być musi, jeśli nawet muzyka potrafi to udowodnić. Nie twierdzę, że muzycy At The Gates to starzy ludzie, jednak sam zespół jak na standardy sceny, wiekowo jest zaawansowany. I jak wszyscy wiemy, dla tejże sceny bardzo zasłużony. Jedni tak długi staż znoszą lepiej, inni gorzej, są też tacy, którzy dali sobie spokój i w jakimś sensie wyszli na tym najlepiej. Szwedzi grają i niestety należą do tych, którym z wiekiem przybywa zmarszczek w dyskografii, nie powodów do uśmiechu. A szkoda, bo darzę ich ogromnym sentymentem.



środa, 23 maja 2018

Jednoosobowe umiłowanie nocy.


Jakiś czas temu dotarły do mnie dwie płyty jednoosobowego projektu Nyctophilia. I choć koperta opatrzona była znaczkami z Wysp Brytyjskich, twórcą tegoż black metalowego przedsięwzięcia jest nasz rodak. Takich jednoosobowych projektów mamy na scenie sporo i niektóre stały się już nudne jak flaki z olejem – co gorsza, właśnie te, które tak jak Nyctophilia określane są mianem atmospheric/depressive black metal. Pewnie więc nie pochyliłbym się nad tymi dwoma płytami, gdyby nie fakt, że ich twórca zaimponował mi robiąc samemu dosłownie wszystko. No, poza logiem, bo to stworzył Christophe Szpajdel.

piątek, 18 maja 2018

Trzeci celny cios, czyli stuprocentowa skuteczność.


Bydgoski Dagorath, to zespół, któremu bardzo mocno kibicuję, od samego początku ich działalności. Kiedy wydali debiutanckie demo (o nim tutaj), zrobiło ono na mnie bardzo duże wrażenie. Potem przyszła kolej na bardzo dobry długograj - "Glare Of The Morning Star", którym też się zachwyciłem (tutaj). Nadszedł maj 2018 roku i w moich rękach wylądował kolejny krążek Dagorath. I to wszystko w przeciągu trzech lat! „Evil Is The Spirit” to materiał, który ze zwykłego kibica zespołu uczynił wiernego szalikowca, chuligana i ultrasa w jednym.

piątek, 20 kwietnia 2018

Frankfurt, czyli Mainhattan.


Niemiecki thrash ma swoich bogów. Kreator, Sodom czy Destruction, to ci, którzy rozsławili teutońską scenę w największym stopniu i przez wiele lat wiedli prym nad Renem. Ale niemiecki thrash ma też bardzo solidną drugą ligę, która w każdym innym kraju byłaby zapewne ligą pierwszą. Takim solidnym przedstawicielem zaplecza ekstraklasy bez wątpienia zawsze był Tankard. Ci piewcy piwa z Frankfurtu grali od początku trochę inaczej, lżej, bardziej skocznie i imprezowo ale zawsze można było spodziewać się po nich dobrego kawałka muzyki. I tak jest do tej pory, czego nie można na przykład powiedzieć o Kreator czy Destruction.

środa, 18 kwietnia 2018

Idąc samotnie.


Pochodzący z Bergen Hades, to jeden z tych zespołów, które nigdy do ekstraklasy norweskiego bluźnierstwa nie wkroczyły, choć powinny, bo miały wszystko co może być ku temu potrzebne. I to nie tylko muzycznie, bo przecież jeden z członków odsiedział swoje w więzieniu za podpalenie kościoła, co w tamtym czasie raczej nobilitowało. Hades jednak pozostał na uboczu, konsekwentnie wskrzeszając ducha epickiego Bathory pośród fiordów. Ja poznałem ich za sprawą pierwszego albumu „...Again Shall Be”, gdzieś w okolicach 1995 roku. Wcześniej jednak wydali jedną z najlepszych demówek w historii gatunku i to na jej temat postanowiłem napisać kilka słów. 

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Ścieżka do trąb.


Kiedy w maju 2016 roku enigmatyczny duet Above Aurora zrodził swoje pierwsze dziecko w postaci pełnowymiarowego „Onwards Desolation”, zajęty byłem jeszcze pisaniem o moich metalowych początkach oraz zachwycałem się debiutem Ragehammer. Poznaniacy gdzieś mi uciekli w natłoku płyt i zajęć. Musiało minąć trochę czasu bym na spokojnie zasiadł do wspomnianego wyżej debiutu i w pełni go docenił. Bo przecież nie jest to muzyka porywająca i przebojowa. Urzekli mnie jednak swoją hipnotyczną grą i wciągającym jak bagno – powoli aczkolwiek stanowczo – klimatem. Podobnie rzecz się ma z „Path to ruin”, EP którego premiera przewidziana jest na szóstego kwietnia.

środa, 28 marca 2018

Odrodzenie w ogniu.

Gdy pod koniec 2016 roku światło dzienne, bądź też czerń nocy, ujrzał debiutancki album Misanthropic Rage, było jasne, że nie objawił się nam właśnie kolejny zespół, który prędzej czy później popadnie w przeciętność ewentualnie nagra jeden dobry album i to wszystko. Na „Gates No Longer Shut” słychać było ogromny potencjał jego twórców i to właśnie powodowało moje niecierpliwe oczekiwanie na następcę bardzo dobrze przyjętej jedynki. No i doczekaliśmy się, Misanthropic Rage zaserwował nam niedawno „Igne Natura Renovatur Integra”, który już samą okładką powala a zawartością aspiruje do miana płyty roku na krajowym podwórku.  

piątek, 23 marca 2018

W górę sztandary zwątpienia!

Są zespoły, które z płyty na płytę uwielbiamy coraz bardziej. Rozwijają się, choć uparcie trzymają się pewnych wypracowanych i założonych na początku drogi ram stylistycznych, pozostając szczerymi wobec siebie i fanów. Jednym z takich zespołów w moich oczach jest Voidhanger. Nie zalewa nas masą wydawnictw, ale kiedy już uderzy to celnie. Właśnie wypuścili swój trzeci album i jedyne co można zrobić, to dać sobie przylać. Można też krzyknąć „naprzód, donikąd!” i ruszyć z pięściami na cały świat. Bo to jest płyta, która mogłaby być ścieżką dźwiękową rewolucji. Gdybym prowadził ludzi na barykady, chciałbym by słuchali „Dark Days of the Soul”.