środa, 19 września 2018

Prosto i konkretnie.


Przyszedł czas na drugą w historii bloga recenzję kasety. Przy okazji pierwszej nie wspomniałem, ile sentymentu przywołało we mnie wsadzenie kasety do kieszeni magnetofonu, czyli wykonanie czynności, która kiedyś była na porządku dziennym. Dla samej zabawy pozwoliłem sobie nawet na przewinięcie, no a pod ręką miałem oczywiście ołówek (jeśli nie wiecie po co, zapytajcie starszego brata). Wiele czasu upłynęło od okresu kasetowego i w tej chwili nie jestem największym fanem tego nośnika, jednak fajnie jest od czasu do czasu przywołać wspomnienia. Tym razem, zespołem który zafundował mi spacer ścieżką wspomnień jest Rot.

poniedziałek, 17 września 2018

W moją noc.


Są takie chwile w życiu człowieka, że po prostu musi. Nieważne co, po prostu musi. Mnie też ten moment dopadł i musiałem. Efekt tego musu właśnie czytacie i jest to coś, czego do tej pory nie robiłem (ale chyba zacznę częściej), mianowicie pierwszy tekst poświęcony jednemu utworowi. Pewnie znalazłbym ważniejsze dla mnie kawałki, którym mógłbym poświęcić nawet kilka stron tekstu, ale ten od dłuższego czasu jest stałym towarzyszem każdego dnia, co najmniej kilkukrotnie. Opętał mnie, sprawił, że zaczynam lubić język francuski, z którym do tej pory nie było mi po drodze. Jest jednak tak uroczy (wiem, brzmi podejrzanie), że naprawdę mam ochotę zapisać się na kurs.  

czwartek, 13 września 2018

Ostatni wielki.


Dawno, dawno temu, bo był to rok 1996, miałem siedemnaście lat, długie włosy, masę zapału i wiary w metal. W metal naturalny, szczery, niosący z sobą pewne wartości co także wyrażało się w muzyce – żadnych udziwnień, wymysłów i pierdół. Miało być mocno, brutalnie i najlepiej klasycznie. To był bardzo dobry rok dla gatunku, bo ukazały się choćby takie płyty jak „Triarchy of the Lost Lovers” (o niej tutaj) czy „Nemesis Divina” (tu), żeby wspomnieć tylko te dwie. Po trzech wspaniałych albumach, swój czwarty wydał szwajcarski Samael. „Passage” mocno nadszarpnął moja wiarę w szczery i bezkompromisowy metal i nie od razu do mnie trafił.  

poniedziałek, 10 września 2018

Krakowska piwnica.


Czasem dobrze jest zejść do piwnicy. Sprawdzić, czy ziemniaki już zakwitły, czy sąsiad spod piątki znowu podprowadził słoik ogórków, bo mu do gorzały smakują. Pooglądać pająki, ich misterne pajęczyny, natknąć się na szczura, poczuć orzeźwiający smród stęchlizny i łapać nozdrzami świdrującą wilgoć każdego zakamarka. Piwnice bywają różne, mniejsze i większe, czystsze i mniej czyste, wszystkie jednak mają ten sam, mroczny urok, aurę tajemnicy i nieznanego zła, które może czaić się w ciemności. Ja właśnie odwiedziłem jedną z krakowskich piwnic i jest to jedna z najbardziej zatęchłych nor, jakie dane mi było zobaczyć.  

czwartek, 6 września 2018

Rosyjski horror.


Rosja to wielki kraj. Pomimo tego, nigdy nie kojarzył się z wielka ilością zespołów metalowych. Taka Finlandia choćby, kasuje swego sąsiada w przedbiegach. Od jakiegoś czasu jednak, dzięki znajomości z Aleksem z Satanath Records, jest mi dane poznawać rosyjskie podziemie, co czasami owocuje wyłowieniem ciekawych projektów. Ten o którym dzisiaj przeczytacie, pochodzi z rejonów Murmańska, czyli terenów bliskich Finlandii, co pewnie przypadkiem nie jest, bo znajdziemy w tamtych stronach jeszcze kilka innych, ciekawych zespołów. Widocznie tak silna jest moc oddziaływania fińskiej potęgi.


poniedziałek, 3 września 2018

Pomarańczowy agent.


Błoto, deszcz, węże, robactwo, dżungla. Upał, duchota, potworna wilgotność, dżungla. Dżungla w ogniu. Napalm. Napalm o poranku, w południe i wieczorem. Bo wiadomo, napalm to zwycięstwo. To ten nie dający się pomylić z niczym innym zapach triumfu. Śmigłowce, zacinające się M-16 i terkot kałasznikowów. Tunele, podziemne szpitale, szczury i zasadzki. Vietcong wszędzie wokół, granaty i ryż. Wietnam. Wietnam toczony wojną bardzo bezwzględną, z obu stron oczywiście, bo Amerykanie nie przebierali w środkach. Z nieba na dżunglę i Wietnamczyków leciały nie tylko bomby i napalm. Był też „Agent Orange”. A jak Wietnam i Agent Orange to musi być Sodom.

piątek, 31 sierpnia 2018

Siła alegorii.


Kilka dni temu otrzymałem do odsłuchu i recenzji, nadchodzący album Symbolical. Jak wiecie, piszę tylko o rzeczach, które uważam za wartościowe i trochę się bałem, że ten materiał jednak nie zagości w przestrzeni bloga. Ponieważ jednak czytacie tę recenzję, to już wiecie, że doceniłem „Allegory of Death”. Skąd wynikała ta obawa? Otóż poprzedni longplej mazowieckiej formacji mnie nie zachwycił. Posłuchałem, odłożyłem i nie wracałem zbyt często. Zupełnie inaczej będzie z nadchodzącą płytą, która pokazuje, że warto poczekać na rozwój i nie skreślać po debiutanckim wydawnictwie.

środa, 29 sierpnia 2018

Gitarowa zima w Niemczech.


Jakiś czas temu, przy okazji którejś z recenzji, pisałem, że mam już po dziurki w nosie tego całego atmosferycznego black metalu. Mierzi mnie już słuchanie po raz kolejny nużącej muzyki z jednym riffem w utworze i samobójczymi krzykami jakiegoś zmęczonego życiem nastolatka, który właśnie walczy z trądzikiem i jest to dla niego powód do przyzwania pana ciemności. Na domiar złego takich zespołów, czy też jednoosobowych projektów, powstaje ostatnio bardzo dużo. Nie wiem skąd taki trend, na szczęście nikt nie każe mi ich wszystkich słuchać. Bo i tak bym nie słuchał. Czasami jednak pojawiają się twory godne uwagi, choćby przez kilka czy kilkanaście minut. Jednym z nich jest niemiecki Tyakrah.  

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Oddanie.


Dziś nie przeczytacie o żadnym konkretnym albumie. Dziś nie będę zachwycał się żadną krajową, czy zagraniczną nowością. Dziś przeczytacie o zespole, który wielu z Was zapewne zna. Jeśli nawet nie całą ich twórczość, to sama nazwa nie powinna być dla Was zagadką. Nie powinna bo ten zespół to legenda. Nie są co prawda tak znani jak cała masa innych, nie sprzedają tysięcy płyt, nie robią własnej kawy i figurek wokalisty, unikają niepotrzebnego rozgłosu. Skupiają się na tym, co ważne. I dlatego są tak wartościowym zespołem. Dziś będzie o Sadistic Intent i o tym jaką drogą powinien był zawsze podążać ekstremalny metal. Pretekstem do napisania tego tekstu był koncert na Brutal Assault, ale tak naprawdę już dawno chciałem kilka rzeczy z siebie wyrzucić. 

czwartek, 23 sierpnia 2018

Sałatka grecka, wurst i schabowy.


Wchodzi Grek, Polak i Niemiec do baru… Tak mógłby zaczynać się dowcip, choć oczywiście Greka pewnie zastąpiłby Rosjanin. Jednak nie w tym przypadku, szczególnie, że nie jest to żaden dowcip. Grek jest więc bezpieczny, zresztą musi być, z oczywistych względów o których przeczytacie poniżej. Co ciekawe, mamy tu jednak Rosjanina, bo płytę o której dziś przeczytacie wydała rosyjska wytwórnia. Natomiast rzeczony Grek pewnie kilka razy wszedł z Niemcem i Polakiem do baru, bo w końcu grają w jednym zespole. Żeby było jeszcze ciekawiej panowie mieszkają na Wyspach, mamy więc iście międzynarodową grupę pod nazwą Demonic Obedience.