czwartek, 16 listopada 2017

Papierowa dziewica.

Kilkanaście dni temu w moich rękach wylądowała kolejna składanka Iron Maiden. Kolejna, bo przecież sporo ich już mają na koncie, te wszystkie „best of” tych lat, tamtych lat, stron B singli itp. Jak do tego dorzucimy koncertówki, które też przecież w jakimś sensie są składakami, to robi się z tego dyskografia większa niż niejednego zasłużonego zespołu. Nie ma się jednak co dziwić, Maideni wypuścili w Świat tyle albumów i tyle przebojów, że mają pełne prawo co jakiś czas uraczyć nas kompilacją. Tym razem jednak, jest to składanka polska i w dodatku nie popełniona przez zespoły. Ok, w szacownym gronie jej autorów znajdziemy muzyków, ale są oni przede wszystkim ludźmi pióra. Bo jest to moi mili kompilacja papierowa.  

poniedziałek, 13 listopada 2017

O wyższości sałatki greckiej nad francuskim winem.

Daleko mi do kulinarnego smakosza czy też znawcy. Dla mnie kuchnia mogłaby się kończyć na schabowym, mielonym i roladach śląskich oraz rosole i ogórkowej. Do tego jakiś kompocik, prosta klasyczna surówka i załatwione. Jest oczywiście kilka potraw z dalekich krajów, które lubię, ale gdybym nigdy ich nie spróbował, nic wielkiego by się nie stało. Dziś będzie o takich właśnie płytach – jednej lepszej, będącej miłym zaskoczeniem, drugiej gorszej, która okazała się być rozczarowaniem. Nic wielkiego by się w każdym razie nie stało, gdybym żadnej z nich nie usłyszał.

środa, 8 listopada 2017

Samobójstwo perfekcyjne.

Różne są metody samounicestwienia. Można to zrobić w domowym zaciszu, popijając kawką dawkę arszeniku lub położyć się w wannie i wziąć ze sobą nóż kuchenny, bynajmniej nie do chleba. Można zrobić to z hukiem, odstawić przedstawienie w oknie mieszkania na dziesiątym piętrze, poczekać na służby ratunkowe i gapiów a potem przez chwilę poczuć się jak ptak. Można też robić to długofalowo, zatracając się w narkotykach, alkoholu i tym podobnych przyjemnościach określanych mianem używek. Ja na przykład jem sporo schabowych a to podobno też niezdrowe. Można też kupić płytę. I oczywiście na własne życzenie jej posłuchać. Samobójstwo perfekcyjne.

poniedziałek, 6 listopada 2017

Jack Daniels Overdrive.

Będąc metalowym wariatem, skupiam się głównie na metalu właśnie. Mam jednak swoje odchyły i nie jestem ślepo zamknięty na death/black/thrash. Jest co najmniej kilka zespołów spoza stricte metalowego świata, które bardzo lubię a które również konkretnie przywalić potrafią. Z drugiej strony, może niektóre z nich są w dzisiejszych czasach określane mianem metalowych, ale ponieważ jestem konserwatystą, sam ich do tego grona nie zaliczam. Jednym z nich, tym najbardziej lubianym, jest śląski J.D. Overdrive. I choć za cholerę nie wiem jak fachowo nazwać to co grają, to po prostu świetnie się bawię przy ich muzyce. Od wielu lat.  

piątek, 3 listopada 2017

A imię jego czterdzieści i cztery.

Z pompowaniem balona jest tak, że jak za mocno napompujesz, może pęknąć. Może jednak okazać się na tyle mocny, że wytrzyma presję i ciśnienie. Od momentu w którym poznałem Spectral Voice (tu o tym ważnym wydarzeniu), czekałem na pełny album, bo choć to doświadczony zespół, długograja się jeszcze nie dorobił. Kiedy gruchnęła wiadomość, że jesienią się wreszcie ukaże, zacząłem pompować mój balon oczekiwań. W pewnym momencie byłem już od tego dmuchania czerwony i brakowało mi tchu, na szczęście wtedy wlaśnie w moich rękach wylądowała płyta „Eroded Corridors of Unbeing”. Balon nie pękł. Wytrzymał.  

poniedziałek, 30 października 2017

Gruz krajowy kategorii A.

Dużo w tym roku sypie się gruzu na scenie death metalowej. Jest to gruz raz gęstszy, raz rzadszy, ale zawsze mocno bijący po nerkach i głowie. Niestety, w większości wypadków jest to gruz zagraniczny, a patrząc na stan naszego kraju, to gruzu powinniśmy mieć swojego od groma. Poza tym, ja jestem jak ten Dyzma i mi zawsze krajowy gruz smakował będzie lepiej, niż ten zza granicy. No dobra, może nie do końca o to chodzi, po prostu cieszę się, gdy ktoś z naszego podwórka potrafi dorównać poziomem do gruzu światowego, który w tej chwili prezentuje się nad wyraz okazale. Takiego właśnie wysypu nam trzeba. Kiedy słucham debiutanckiego materiału Rites Of Daath, wiem, że doczekałem się godnego gruzu eksportowego.  

czwartek, 26 października 2017

Powrót emisariuszy.

Dobrze widzieć, że moje rodzinne Tychy nie śpią. Powstały co prawda jako „miasto-sypialnia”, ale termin ten już dawno nie jest aktualny, poza tym, nie odnosił się raczej do muzyki. Kto zechce, ten sprawdzi i sobie poczyta. W każdym razie w tej sypialni powstało sporo ciekawych zespołów, kilka z nich jest wciąż aktywnych, o niektórych pamiętają już tylko nieliczni. Ostatnio nowy materiał wypuścił Odour of death (o nich tutaj), mamy także przebojowy Gallower no i piekielną hordę Devil’s Emissary. Pisałem już o nich wcześniej (tutaj), w jednym tekście skupiając się na dwóch pierwszych wydawnictwach. Wspomniałem także o nadchodzącym trzecim, które dane mi było w tamtym czasie poznać w wersji surowej. Teraz mam już w rękach CD i o nim poniżej słów kilka.

poniedziałek, 23 października 2017

Kult wiecznie żywy, czyli Heaven and Hell.

Dayal Patterson zrobił w ostatnich latach sporą karierę pisarską za sprawą swoich książek o black metalu. Urodził się już z tego swego rodzaju biznes, no ale taki przywilej autora, że może spijać śmietankę. I nawet pomimo tego, że jego pozycje wybitne nie są, to fakt osamotnienia w poruszanej materii, gwarantuje mu spore grono czytelników. Jednym z nich jestem ja, choć podchodzę bardzo ostrożnie, szczególnie po lekturze pierwszej wydanej w naszym kraju książki Pattersona - „Black Metal Ewolucja Kultu” (o niej tutaj). Niedawno jednak pojawiła się kolejna a ponieważ lubię czytać i lubię też trochę black metal, to postanowiłem się zaopatrzyć.  

środa, 18 października 2017

Australijski cios.

Australia jest daleko, to prawda. Ale tylko na mapie bo przecież to nie dziewiętnasty wiek i wielotygodniowa podróż żaglowcem. Mamy erę internetu i samolotów odrzutowych, więc teoretycznie blisko nam do Sydney czy Perth. Teoretycznie. Biorąc dodatkowo pod uwagę fakt, że świat muzyczny jest jeszcze bardziej zbliżony i skomasowany od tego rzeczywistego, australijska muzyka powinna być prawie na wyciągnięcie ręki. Prawie. Bo weźmy na przykład taki Denouncement Pyre i ich ostatni, wydany w 2016 roku, album. Dotarł do mnie stanowczo za późno, bo jakieś dwa miesiące temu. Gdyby pojawił się w roku swego wydania, bez wątpienia byłby na podium zeszłorocznego podsumowania.  

poniedziałek, 16 października 2017

Historia Samona.

Po raz drugi w tym roku jest mi dane pisać o nowym materiale Saltus. Pierwszy raz miał miejsce w maju, gdy Bithorn podesłał mi EPkę „Opowieści z przeszłości” (o niej tutaj). Teraz jest październik a ja mam w rękach pełnowymiarowe wydawnictwo zatytułowane „Jam jest Samon!”. Co się zmieniło? Szczerze mówiąc niewiele i prawda jest taka, że w trzech czwartych mógłbym tu wkleić to samo, co pisałem w maju. Oba te materiały traktuję jako jeden rozdział w historii zespołu i to nie tylko dlatego, że dzieli je kilka miesięcy.