piątek, 20 kwietnia 2018

Frankfurt, czyli Mainhattan.


Niemiecki thrash ma swoich bogów. Kreator, Sodom czy Destruction, to ci, którzy rozsławili teutońską scenę w największym stopniu i przez wiele lat wiedli prym nad Renem. Ale niemiecki thrash ma też bardzo solidną drugą ligę, która w każdym innym kraju byłaby zapewne ligą pierwszą. Takim solidnym przedstawicielem zaplecza ekstraklasy bez wątpienia zawsze był Tankard. Ci piewcy piwa z Frankfurtu grali od początku trochę inaczej, lżej, bardziej skocznie i imprezowo ale zawsze można było spodziewać się po nich dobrego kawałka muzyki. I tak jest do tej pory, czego nie można na przykład powiedzieć o Kreator czy Destruction.

środa, 18 kwietnia 2018

Idąc samotnie.


Pochodzący z Bergen Hades, to jeden z tych zespołów, które nigdy do ekstraklasy norweskiego bluźnierstwa nie wkroczyły, choć powinny, bo miały wszystko co może być ku temu potrzebne. I to nie tylko muzycznie, bo przecież jeden z członków odsiedział swoje w więzieniu za podpalenie kościoła, co w tamtym czasie raczej nobilitowało. Hades jednak pozostał na uboczu, konsekwentnie wskrzeszając ducha epickiego Bathory pośród fiordów. Ja poznałem ich za sprawą pierwszego albumu „...Again Shall Be”, gdzieś w okolicach 1995 roku. Wcześniej jednak wydali jedną z najlepszych demówek w historii gatunku i to na jej temat postanowiłem napisać kilka słów. 

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Ścieżka do trąb.


Kiedy w maju 2016 roku enigmatyczny duet Above Aurora zrodził swoje pierwsze dziecko w postaci pełnowymiarowego „Onwards Desolation”, zajęty byłem jeszcze pisaniem o moich metalowych początkach oraz zachwycałem się debiutem Ragehammer. Poznaniacy gdzieś mi uciekli w natłoku płyt i zajęć. Musiało minąć trochę czasu bym na spokojnie zasiadł do wspomnianego wyżej debiutu i w pełni go docenił. Bo przecież nie jest to muzyka porywająca i przebojowa. Urzekli mnie jednak swoją hipnotyczną grą i wciągającym jak bagno – powoli aczkolwiek stanowczo – klimatem. Podobnie rzecz się ma z „Path to ruin”, EP którego premiera przewidziana jest na szóstego kwietnia.

środa, 28 marca 2018

Odrodzenie w ogniu.

Gdy pod koniec 2016 roku światło dzienne, bądź też czerń nocy, ujrzał debiutancki album Misanthropic Rage, było jasne, że nie objawił się nam właśnie kolejny zespół, który prędzej czy później popadnie w przeciętność ewentualnie nagra jeden dobry album i to wszystko. Na „Gates No Longer Shut” słychać było ogromny potencjał jego twórców i to właśnie powodowało moje niecierpliwe oczekiwanie na następcę bardzo dobrze przyjętej jedynki. No i doczekaliśmy się, Misanthropic Rage zaserwował nam niedawno „Igne Natura Renovatur Integra”, który już samą okładką powala a zawartością aspiruje do miana płyty roku na krajowym podwórku.  

piątek, 23 marca 2018

W górę sztandary zwątpienia!

Są zespoły, które z płyty na płytę uwielbiamy coraz bardziej. Rozwijają się, choć uparcie trzymają się pewnych wypracowanych i założonych na początku drogi ram stylistycznych, pozostając szczerymi wobec siebie i fanów. Jednym z takich zespołów w moich oczach jest Voidhanger. Nie zalewa nas masą wydawnictw, ale kiedy już uderzy to celnie. Właśnie wypuścili swój trzeci album i jedyne co można zrobić, to dać sobie przylać. Można też krzyknąć „naprzód, donikąd!” i ruszyć z pięściami na cały świat. Bo to jest płyta, która mogłaby być ścieżką dźwiękową rewolucji. Gdybym prowadził ludzi na barykady, chciałbym by słuchali „Dark Days of the Soul”.  

środa, 21 marca 2018

Krew, słoneczniki i pancerne zagony.

Nigdy nie byłem wielkim fanem Marduk. Kiedy zaczynali swoją drogę muzyczną, kupiłem ze dwie kasety, ale jakoś nie trafiły na stałe do mego serca. Poznawałem kolejne dzieła, ale z nimi było podobnie. Wreszcie odpuściłem i pozwoliłem płynąć karierze Szwedów z daleka ode mnie. Po latach postanowiłem w przypływie jakiegoś sentymentu choć pobieżnie poznać wszystko to, co mnie ominęło. Stwierdzam, że wiele nie straciłem, poza dwoma wydawnictwami – pełniakiem „Rom 5:12” i EP „Iron Dawn”. I to właśnie o tym drugim wydawnictwie postanowiłem napisać kilka słów, bo jest to dzieło wybitne na gruncie black metalu. I to pod wieloma względami. Urzekło mnie i nie chce przestać zachwycać.

środa, 14 marca 2018

Killer, Moczulski i Grechuta.


Nie tak dawno temu, z okazji wydania dwóch demówek, pisałem o Stillborn. Dziś znowu jest okazja by poruszyć temat mieleckich bluźnierców, bo panowie wskoczyli na drugi biegun osi czasu i tym razem raczą nas całkowicie nowym materiałem. Nie jest to co prawda pełny album, tylko EP, ale nie zmienia to faktu, że „Crave for Killing” jest jak najbardziej godnym następcą bardzo dobrego „Testimonio de Bautismo”, od którego premiery minęły już przecież dwa lata! Szlag, ale ten czas szybko płynie. Choć w przypadku Stillborn lepszym stwierdzeniem byłoby, że zapierdala, bo przecież mielecka horda do najwolniejszych nie należy.

poniedziałek, 12 marca 2018

Konsekwencja.

Mam swojego faworyta jeśli chodzi o krajową scenę death metal i się z tym nie kryję. Nie raz o tym wspominałem i nadal trwam przy tej opinii bo nie ma najmniejszego powodu, by coś zmieniać. Jest wręcz powód, by tylko w tym zdaniu się jeszcze bardziej umocnić, ale o tym za chwilę. Ten mój faworyt to zespół, który nie nagrał słabej płyty, choć z drugiej strony nie wydał ich aż tak wielu. Jednak chodzi o jakość, prawda? To zespół, który konsekwentnie się rozwija, konsekwentnie trzymając się przy tym obranej ścieżki i wizerunku. Bo jak się okazuje da się tak postępować a przy tym grać świetną muzykę. Ten zespół to płocki Kingdom, który właśnie wydał czwarty album o pięknym tytule „Putrescent Remains of the Dead Ground”.  

czwartek, 8 marca 2018

Zimno i nowocześnie.

Pamiętacie zespół Kriegsmaschine? Bo o to, czy znacie, nie pytam, bo znacie. Pytanie czy pamiętacie jest jednak zasadne, bo ten, bardzo dobry skąd innąd zespół, dawno niczego nie wypuścił. W Krakowie ostatnio na szczęście black metal pustki nie znosi, więc lider wspomnianego Kriegsmaschine, Destroyer, postanowił powołać do życia nowy twór. Do współpracy zaprosił pana o pseudonimie A. i tak oto narodził się Untervoid. To co ostatnio opuszcza Kraków z szyldem „black metal”, jest najczęściej najwyższej jakości. Nie inaczej jest tym razem, co potwierdza fakt debiutu Untervoid w legendarnej Osmose Productions.  

poniedziałek, 5 marca 2018

Nad jeziorem Onega.

W dalekiej Karelii, będącej dzisiaj częścią Federacji Rosyjskiej, leży miasto Petrozavodsk. Nie jest ani ogromne, ani małe, za to bardzo zbite i przyklejone do brzegu jeziora Onega. To ogromny akwen, drugie co do wielkości jezioro w Europie. A dookoła same lasy… i jeszcze więcej jezior, bo generalnie rejon ten leży przy granicy z Finlandią a wszyscy wiemy, jak wygląda Finlandia. Musi być tam pięknie. Czy to długą zimą, czy krótkim latem. Wszystkie te okoliczności przyrody mają na pewno duży wpływ na muzykę jednoosobowego projektu IS, pochodzącego z Petrozavodska. We wrześniu zeszłego roku rodzima Wolfspell Records wydała drugi album IS o tytule „Into My Own”.